Życie

Po co ludziom dzieci?

Inny tytuł: O tym, dlaczego „szalona ogrodniczka” jest alternatywą dla „szalonej kociary”.

Pytaniem zabił mnie ostatnio narzeczony. Po co ludziom dzieci? Po co nam dzieci? Nie, żebyśmy oboje nie chcieli, kiedyś jak już dorośniemy, ale dlaczego? Jakie są powody, że ludzie mają te dzieci? Ale takie racjonalne? No bo oczywiście można powiedzieć „bo mama chce wnuki”, albo bo wszyscy mają. Znalazłam taki artykuł, w którym podaje się wyniki badań na ten właśnie temat. Odpowiedzi ankietowanych brzmiały: bo dzieci są sensem życia, bo nie wyobrażają sobie życia bez dzieci, bo taka jest kolej rzeczy, bo to daje spełnienie, bo chcą mieć pełną rodzinę. Czyli w sumie trochę jakby „nie wiem, ale chcę” i muszę przyznać, że mój umysł też dookoła takich odpowiedzi krążył. Jest coś w posiadaniu dziecka takiego, że mimo że wiem, że nie umiem się niemowlakami opiekować, że dzieci jako takich nie lubię, to odczuwam potrzebę  posiadania dziecka. Może być, że się wpadło i nie było wyboru, może być, że hormony okazały się silniejsze niż rozum i jedynym powodem był niepohamowany instynkt macierzyński lub ojcowski. Może właśnie o to chodzi? Nikt się nie zatrzymał i nie zastanowił, po co, tylko idziemy i mamy, bo tak nas ciągnie natura.

Potem w artykule zaczynają się odpowiedzi bardziej… metafizyczne. Bo chcę patrzeć, jak ono dorasta i wpływać na jego rozwój. Bo to odskocznia od brutalnego świata, którym rządzi pieniądz. Bo to niezwykłe przeżycie. Bo dają szczęście i miłość. Zauważasz tutaj pewien wspólny mianownik? W odróżnieniu od poprzedniego „bo tak, bo świat”, tutaj przewodzi „bo ja„. Ja chcę coś przeżyć, czegoś doświadczyć, od czegoś się oderwać. I w tym duchu narzeczony zadał mi pytanie – czemu nie dać tego wszystkiego, co chcę dać dziecku sobie? Czemu nie uczynić z siebie lepszego człowieka, czemu to siebie nie rozpuścić, czemu to na swoją edukację i rozwój nie wydać czasu i pieniędzy? Dlaczego na dziecko?

Dopiero rozmowa z przyjacielem z Austrii trochę rozjaśniła moje myśli. Bo widzisz, powiedział mi Michael, jeżeli ja jestem dobrą osobą, i moje dziecko wychowam na dobrą osobę, to będzie o jedną dobrą osobę więcej na świecie. A kiedy, bo na pewno kiedyś, mnie zabraknie, to gdybym tego dziecka na dobrą osobę nie wychował, bylibyśmy na minusie dobra.

I to jest dla mnie powód, żeby te dzieci mieć. Tylko po to, aby zapewnić ciągłość swoim wartościom, aby przekazać – w sposób pełniejszy i bardziej intymny, niż nauczając na przykład w szkole albo świecąc przykładem – to, co jest dla Ciebie ważne. Jeżeli tylko „dla mamy na wnuki”, to przemyśl swoje życie. Jeżeli tylko „jako odskocznia od brutalnego świata”, zacznij czytać więcej książek. Jeżeli tylko „bo hormony ciągną”, to, tak jak ja – kup sobie kota albo załóż ogródek.

I tutaj dochodzimy do sedna alternatywnego tytułu. Dzięki tym niewinnym żyjątkom – kwiatkom, kotkom, pieskom i tak dalej – można czuć się przydatnym, można patrzeć jak dorastają i się uczą, można spędzać wspólnie czas, można czuć się potrzebnym, ba, nawet można czuć kontrolę – przecież bez nas sobie nie poradzą. A jest to rodzicielstwo trochę na zmniejszonym ryzyku, bez tylu powikłań. Za rośliną nikt nie będzie płakał, jeśli ci się nie uda (od rodzicielstwa nie ma ucieczki, nie możesz „zapomnieć podlać” dziecka), nikt nie będzie ci mówił, jak ją wychowywać. Łatwiej zgodzi się sąsiadka zajrzeć na kwiatki przez tydzień, kiedy ty będziesz na Malediwach, niż zająć gromadką dzieci. Zwierzę jest na lat kilka, kilkanaście, dziecko – na całe życie. Może więc lepiej poćwiczyć na mniejszym poziomie trudności? Może się okazać, że lepiej pasuje do naszego trybu życia. Może się okazać, że nam wystarcza.

Warto też przestać z pogardą patrzeć na starych kociarzy. Lepiej jest jednak świrować nad kotami czy ogródkiem, niż być matką z przypadku „bo hormony ciągnęły”.

Reklamy

3 thoughts on “Po co ludziom dzieci?”

    1. Jeśli jedynym powodem powołania kogoś do życia jest własna chwała, to trochę słabo. Jeżeli ktoś chce po sobie coś pozostawić, niech zostanie naukowcem albo artystą, sprawi sobie „pomnik trwalszy niż ze spiżu”, a przy okazji uniknie loterii genetycznej i ryzyka błędów wychowawczych ;)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s