Miasto, Życie

O tym, że kobieta musi się rozbierać

Bo o tym, że nie wolno mi być kurą domową było już wiele artykułów i postów na różnych blogach. Na przykład ten. To jest jedna z tych części „wojującego feminizmu”, emancypacji i poprawności politycznej, która mi nie odpowiada (inne to na przykład próba wywyższania kobiet kosztem mężczyzn czy ignorowanie problemów, które mężczyznom przynosi rozhasany kult męskości). Znaczy się, przymus emancypacji.

Ja naprawdę lubię być kurą domową. Lubię sprzątać i gotować. Mój facet czasem się złości, że mu nic do roboty nie zostawiam. A przy okazji działam na froncie kariery. Chociaż wolałabym nie. Ale nie wolno mi nie chcieć. Tak samo, jak nie wolno mi nie chcieć się rozebrać i prezentować swoich wdzięków. Bo moim kobiecym obowiązkiem jest korzystać z przywileju możliwości chodzenia w spodniach, który wywalczyły moje poprzedniczki. Moim obowiązkiem jest nosić szpilki i jeansy, zdobywać stanowiska kierownicze i rozwijać się w korpo (kto w ogóle nam wmówił, że osiem godzin za biurkiem ma cokolwiek wspólnego z samorozwojem?). Nie, nie zrozumcie mnie źle – jeżeli lubisz szpilki, noś na zdrowie. Ja nie umiem w nich chodzić i nie lubię, jak mnie bolą od nich stopy. Spodnie są spoko i mam nawet dwie pary i wiem, że są mega wygodne, ale spódnic mam pięć i wolę w tym. Nie rozumiałam nigdy, dlaczego wszystko musi być seksowne, ładne. Zawsze raczej średnio interesowało mnie randkowanie, przypadkiem upolował mnie aktualny narzeczony i już w ogóle nie potrzebuję się nikomu po drodze podobać, poza tym, żeby się dobrze czuć i uśmiechnąć do siebie rano w lustrze.

Niektórym to bardzo przeszkadza. Że nie ubieram się ładnie, znaczy, że nie ubieram się tak, jak im się podoba, a przynajmniej tak, jak jest uznane, że ma się podobać. Że nie ubieram się seksownie.

Dlaczego w ogóle wszystko musi być seksowne?

Ostatnio pozwoliłam sobie założyć na głowę chustę; mam stos szalików i strasznie podoba mi się możliwość zawiązania ich na włosach, postanowiłam więc spróbować tak wyjść z domu. W pewnym sensie rozumiem to, że w Polsce chusta jednoznacznie kojarzy się z Islamem i że współpracownikom też się tak skojarzyło; nikt inny ich nie nosi, może poza starymi babciami i Romkami, a na żadne z tych dwóch raczej nie wyglądam, no i styl nie ten był. Rozumiem więc śmiechy nastoletnich podrostków i pokrzykiwania „Allah akbar!”. Nie rozumiem jednak tego, że  posypały się o to pytania – ludzie, którzy przyznali się, że nie wiedzą, czy byłam kiedykolwiek  w ogóle wierząca, bo to nie wypada wypytywać o wiarę, nie widzieli nic złego w zapytaniu, czy przeszłam na Islam. Bo przecież muszę się tłumaczyć z tego, jak wyglądam. Inni nie widzieli nic złego w komentowaniu, czy mi do twarzy, zarówno w tej chuście, jak i w spódnicach od kiedy zaczęłam je częściej nosić. Znacie ten cudowny moment, kiedy czujesz się genialnie w nowym ciuchu, aż kręgosłup sam się prostuje z dumy. I nagle któryś mądrala wypala, że nie podoba mu się ta spódnica, że brzydka.

A co mnie, przepraszam, obchodzi co się Tobie podoba? Czy ja się ubieram dla Ciebie?

Otóż nie, i to bardzo ciężko niektórym zrozumieć. Że dopóki nie mam gdzieś plamy albo mi się coś nie podwinęło, dopóki nie łamię przyjętego dress code albo nie zapytam o opinię, to każdy komentarz jest zbędny. To świetnie, że sądzisz, że długa spódnica mnie postarza. Kto powiedział Ci, że chcę wyglądać młodo? A, no tak. Kultura. Bo młodo, ładnie = seksownie. Czemu wszystko musi być seksowne? Czy to nie dziwne, że jeżeli kobieta się rozbiera, to wszystko jest fajnie, bo jest przecież wyzwolona i wyemancypowana, a jak się zacznie ubierać, to nagle wszystko źle? To trochę tak, jakby teraz trzeba było się rozbierać. Jakby społeczną normą była skóra na wierzchu, świetna kariera i imprezowanie. Dla domowych kur w długich spódnicach nie ma już miejsca.

Walka o emancypację nie przyniosła mi wolności wyboru, tylko zmieniła opcję, do jakiej świat mnie przymusza.

Inspiracją do napisania tego tekstu był ten artykuł o burkini (stroju kąpielowym zakrywającym ciało tak, jak dyktuje to wiara muzłumańska). Czy mówimy o burkini, czy o hijabie, czy o mojej długiej spódnicy, pytanie jest to samo i w gruncie rzeczy absurdalne – czy kobietom wolno się zakrywać? Rozumiem obawy, z których ta troska wynika, przynajmniej te, do których wszyscy się przyznajemy. Nikt nie powinien mi mówić, że muszę się zakryć. Racja. O to walczyłyśmy. Ale nikt nie powinien mi też mówić, że muszę się odkryć. Uznajemy, że chęć noszenia burek, wielokrotnie wygłaszana przez kobiety, jest zinternalizowaną opresją, albo fałszem mówionym pod presją mężczyzn. Dlaczego nikt nie rozumie, że to może także działać w odwrotną stronę? Że chęć rozbierania się też może wynikać ze zinternalizowanej opresji, wpływem innych?

By covering up, Muslim women privatize their sexuality and reclaim control over their bodies from a society that seeks to objectify it. This simple fact is threatening to many, including the power structures that seek to gain from this very objectification.

Powyższy cytat pokazuje, po co muzłumanki się zasłaniają. Materiał ma chronić je, ich cnotę i ich własność. Jest jak drzwi – jeśli masz coś cennego, to zamykasz dom na klucz, to proste i logiczne. Stare polskie przysłowie, wiecie, strzeżonego Pan Bóg strzeże. Ale jak chce strzec tego, co codziennie noszę przy sobie – siebie samej – to okazuje się, że jednak mam nie instalować rolet w oknach. Bo sąsiadowi bardziej podobał się widok na kwiatki w moim salonie. Tak właśnie brzmi dla mnie komentarz, że nie wyglądam ładnie. „Nie podoba mi się, że nie mogę popatrzeć na Twoje ciało w takiej oprawie, jaką uznaję za właściwą. Nie podoba mi się, że nie chcesz być seksowna. Nie podoba mi się, że nie dyktuję Twojego ubrania.”

Kiedyś nie wolno było się rozebrać, bo tylko mąż mógł oglądać swoją żonę. Dziś nie wolno się ubrać, bo… bo co? Bo każdy ma prawo na mnie popatrzeć?

Czemu wszystko musi być seksowne? Seksowny znaczy powodujący u innych pobudzenie seksualne. Wszystko musi pobudzać seksualnie, nieważne, czy tego chcesz, czy nie, nieważne, jakie będą tego pobudzenia konsekwencje (patrz: o co zawsze ktoś zapyta ofiarę gwałtu?). Wolno Ci decydować, jak się ubierasz, wolno Ci być swoją własną dla siebie na własnych zasadach tylko dopóki innym też się podoba. Nie wolno Ci być swoją własnością, nie wolno ci być na własnych zasadach jeżeli nie są zgodne z zasadami innych, czyli: nie wolno Ci być skromną, tak samo jak kiedyś nie wolno Ci było być seksowną. Bo skoro nie mogą zamknąć Cię w domu i Cię ograniczyć, to masz być publicznie dostępna. Masz być na moich zasadach. 

Ten cały feminizm ma jeszcze dużo do zrobienia, tak mi się zdaje. Także w swoim własnym ogródku.

French Minister for Women’s Rights Laurence Rossignol, who compared Muslim women who wear the garment to the „American negroes” who supported slavery. „What’s at stake,” she stated,  „is social control over women’s bodies. When brands invest in this Islamic garment market, they are…promoting women’s bodies being locked up.” Pierre Bergé, partner of the late Yves Saint Laurent, also condemned the project, describing it as promoting the „enslavement of women.”  „Designers are there to make women more beautiful,” he stated, „not to collaborate with this dictatorship which imposes this abominable thing by which we hide women and make them live a hidden life.” Further he added, „We must teach [Muslim] women to revolt, to take their clothes off, to learn to live like most of the women in the rest of the world.”

(Cytaty pochodzą z artykułu Melanie Elturk „Why Do We Police What Muslim Women Wear to the Beach?”)

Reklamy

5 thoughts on “O tym, że kobieta musi się rozbierać”

  1. Pisałam wielokrotnie o byciu kurą domową z własnego wyboru, bo nie rozumiem tego zmuszania kobiet do bycia wolną i wyzwoloną. Od kiedy jedno z drugim nie może iść w parze i od kiedy zmuszanie do wolności, w ogóle jest wolnością? Co do ubierania się, to mam trochę inne zdanie – tzn. ja akurat lubię ładnie, ale rozumiem, że nie wszyscy tak mają. Wkurza mnie tylko, że dziś dziewczyny nie przywiązują uwagi do swojego wyglądu w sensie schludności. Niech noszą trampki, ale fajnie by było żeby były czyste itd. Flejowatość nie jest fajna, ale broń boże Ci jej nie zarzucam :) To wywód ogólny.

    Polubienie

    1. Broń Boże flejowatość czy niedbałość – ale jeżeli jest czysto i mi się podoba, to czemu inni narzekają, że im nie pasuje? „Ładnie” tutaj raczej w kontekście „seksownie” albo „ładnie według innych”.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s